Kości rzucone, korzeniem splątane
Déjà vu
romantasy
Nowe Strony
2026
książka, epub, mobi
685
Bohaterką tej bardzo obszernej powieści jest Octavia Herver, która marzy by podążyć w życiu drogą swej matki, słynnej nekromantki. Pragnie dołączyć do Arcanum – tajnego Stowarzyszenia Magów działającego na Uniwersytecie Edynburskim. Chciałaby kontynuować badania zmarłej matki, ale próby dostania się na studia w dziwny sposób są odrzucane. Kto chce ją zniszczyć, kto przeszkadza i zniechęca? I dlaczego?
Każdy kto zaczynał lekturę pierwszego tomu cyklu o Harrym Potterze pamięta, że zwykłych ludzi nazywano tam pogardliwie mugolami. W powieści „Kości rzucone, korzeniem splątane” są równie pogardliwie nazywani zaćmionymi. Magiczne universum Harry’ego Pottera sporą część energii poświęcało na to, by zwyczajni ludzie nie odkryli magii. Tu jest podobnie. Tam porządku magicznego pilnowali demoniczni dementorzy, tutaj są inkwizytorzy. Studenci mają podobne zajęcia tam i w tej książce: magiczne eliksiry, zaklęcia, magiczne rośliny, a nawet czarna magia i nekromancja.
Podobieństw do cyklu J.K. Rowling znajdziecie więcej, gdy sięgniecie po tę książkę. Niestety „Kości rzucone, korzeniem splątane” to powieść za bardzo rozgadana, a do tego dość bogata w niekonsekwencje. Octavia Herver przybywa do Arcanum na specjalnych warunkach, ale też warunkowo. Ma prowadzić swoje własne badania w zakresie nekromancji, ale jeśli wciągu roku nie osiągnie niczego, zostanie usunięta, a jej pamięć wymazana. W notce bibliograficznej wydawnictwa można wyczytać, że książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia. Co znalazłem nieodpowiedniego dla nieletnich? Kilka błędów ortograficznych. Erotyczne przeżycia bohaterki zaliczają się raczej do doświadczeń młodszych nastolatków zelektryzowanych przypadkowym dotknięciem.
Wśród internetowych opinii większość jest entuzjastycznych, a czytelnicy sprawiają wrażenie zachwyconych. Nie bardzo podzielam ten entuzjazm. Pewnie dlatego, że nastolatkiem to byłem jeszcze przed potopem. Powiedzmy sobie szczerze, że przeczytanie blisko siedmiuset stron wypakowanych po brzegi postaciami, które trzeba zapamiętać i jakoś uszeregować, będzie trudne dla ludzi z epoki tzw. shortów na Youtube i Tik Toku. Szczegółowe opisy ćwiczeń młodych adeptów magii w laboratorium raczej nie są ekscytujące. Druga połowa powieści jest nieco lepsza, bo wówczas w zasadzie zaczyna się właściwa intryga.
Gdyby to był debiut literacki Mags Green, pewnie byłbym skłonny do bardziej pobłażliwej oceny. Jednak historia dziewczyny, która lepiej niż ze śmiercią dogadywała się tylko z książkami, debiutem nie jest. Oczekiwałbym więc większej staranności w pisaniu i niewpadania w słowotok.

