Kto czyta, nie błądzi.

Dobra samarytanka

Dobra samarytanka Okładka Dobra samarytanka
John Marrs
thriller psychologiczny
Czwarta Strona
2026
książka, epub, mobi
496

Ludzie dzwoniący pod numer "Ostatniego Przystanku" potrzebują nadziei. Potrzebują zapewnienia, że mają po co żyć. Ale niektórzy z nich trafiają do Laury. Laura nie chce, żeby mieli nadzieję. Chce, żeby umarli. Tak właśnie, jak Charlotte, ciężarna żona Ryana, która odebrała sobie życie, trzymając się za ręce z nieznajomym mężczyzną. Jak do tego doszło? [z noty wydawniczej]

Powieść „Dobra samarytanka” przyjąłem z ciekawością, bowiem doskonale pamiętałem wcześniejszą powieść Johna Marrsa „Dopasowani”, którą zresztą również polecam. Obecnie recenzowana książka to pełnokrwisty thriller psychologiczny, który czytać będziecie siedząc jak na szpilkach. Już pierwsze strony pozwalają się domyślić czytelnikowi, kim jest Laura.

Bohaterka powieści (i jednocześnie narratorka) Laura jest wolontariuszką w organizacji „Ostatni przystanek”, która prowadzi telefon zaufania. Jednak szybko zauważymy, że ona nie pomaga zagubionym ludziom, ale wręcz prowadzi ich do samobójstwa. Nie będziemy mieć złudzeń, że tytułowa dobra samarytanka to zgryźliwa ironia. Szybko też dowiemy się, że jedną z osób pchniętą przez Laurę do samobójstwa była ciężarna żona Ryana, nauczyciela lokalnej szkoły.

Kilka stron dalej zauważycie, że sytuacja się komplikuje. Nie wyjawię wam jak, bo jednak zagadka akcji w tej powieści to jej ważny element. Zresztą ilość plot twistów na kartach powieści zaczyna powodować zawroty głowy. Wydaje się chwilami, że nagromadzenie związków między postaciami i kolejne zwroty akcji to już przesada. Choć z drugiej strony czytamy przecież powieść, w której wydarzenia rozgrywają się w stosunkowo niewielkim środowisku angielskiej prowincji. W każdym razie zakończenie zostawi was sam na sam z waszym niesamowitym zdziwieniem.

Dlaczego zatem nie przyznałem tej książce pięciu gwiazdek? Po pierwsze, zdecydowały błędy tłumacza. Czasem miałem wrażenie, że nadmiernie posługiwał się pomocą AI, która przecież nie jest polskim native speakerem. Zatem również redaktor wydawnictwa nie wykonał swej pracy należycie. Po drugie zaś, końcówka akcji nie bardzo się chciała „zmieścić w drzwiach”, więc autor dopychał ją kolanem. Bardzo naiwnie wymyślona i nierealna historyjka z podmianą laptopa córki, zepsuła część przyjemności z lektury.