Kto czyta, nie błądzi.

Black Doves

Black Doves Okładka Black Doves
Joe Barton
sensacja
Netflix
2024
miniserial (6 odcinków)
Alex Gabassi, Lisa Gunning
Keira Knightley, Ben Whishaw, Sarah Lancashire, Andrew Koji, Andrew Buchan
Keira Knightley, Jane Featherstone, Joe Barton

"Black Doves" to brytyjski serial telewizyjny stworzony przez Joe Bartona. Serial z udziałem Keiry Knightley, Bena Whishawa i Sarah Lancashire został zaprezentowany Netflixie. Być może powstanie drugi sezon tego sensacyjnego miniserialu, choć sześć odcinków obecnych jest w pełni opowiedzianą fabułą.

„Black Doves” to brawurowo i dynamicznie zrealizowany miniserial sensacyjno-szpiegowski. Helen Webb jest żoną polityka. Pan Webb jest ministrem obrony i marzy o dalszej karierze politycznej. Tymczasem wokół niego gromadzą się czarne chmury. Gdzieś w sferach rządowych jest szpieg. Zbyt często ważne tajemnice władzy stają się tajemnicami poliszynela. Czy możliwe jest, żeby szpiegiem była sympatyczna matka dwojga bliźniąt, żona ministra?

Trup ściele się gęsto od samego początku. Już w pierwszym odcinku giną cztery osoby, w tym chiński ambasador i jeden pracownik ministerstwa, który – jak się okazuje – był kochankiem Helen Webb. Czy będąc szpiegiem i jednocześnie żoną ministra, oraz matką dwójki bliźniaków, można marzyć o prawdziwej miłości? Okazuje się, że można. Jednak teraz Helen wraz ze swym przyjacielem Samem próbuje rozwikłać intrygę, która jak się wydaje sięga bardzo wysokich kręgów.

Szefowa agencji, dla której pracują Helen i Sam, chwilami nie pomaga, a nawet wprowadza bohaterkę w błąd. Na horyzoncie pojawiają się agenci CIA, tajne służby chińskie i co najmniej dwie organizacje przestępcze. Jedna z nich sięga swymi mackami aż do wysokich funkcjonariuszy rządowych. „Black Doves” to serial pełen niespodzianek i na pewne nie będziecie się nudzić.

Twórcy serialu rozgrywają w mistrzowski sposób wiele rozmaitych konwencji i wyraźnie nawiązują znanych hitów filmowych. Sceny w siedzibie premiera, świąteczny bożonarodzeniowy sztafaż i wątek miłości w sarkastyczny sposób nawiązują do świątecznego hitu Love Actually. Im bliżej końca, tym bardziej opowieść przyśpiesza. Jeśli będziecie mieli skojarzenia z „Pulp Fiction” lub też „Kill Bill”, to całkiem słusznie.