Kto czyta, nie błądzi.

Nie wierzcie pisarzom

Wbrew pozorom to nie będzie felieton o polityce. Choć polityka w nim będzie. Bo w zasadzie, co nie jest polityką? Wszystko nią jest. Jeśli ktoś żył w Polsce przez ostatnich dziesięć lat, pewnie odczuł to na własnej skórze.

Mesjanizm

Jedną z najgłupszych rzeczy, które może zrobić społeczeństwo, to wybrać poetę lub pisarza – a może szerzej – artystę, na duchowego przywódcę narodu. Na wieszcza, który jest genialny i natchniony, więc w związku z tym jest uprawniony do wybrania całemu narodowi drogi, którą ten, jak jeden mąż będzie podążał. Polacy popełnili taki błąd. Na usprawiedliwienie mamy tylko to, że był wiek XIX i Polska była pod zaborami. Trudno zatem było znaleźć kogoś innego. Kolejni przywódcy narodowych powstań odchodzili w niepamięć po przegranych bitwach. Polityków nie mieliśmy. Więc pewien oszołom wymyślił sobie parareligijną teorię. Mesjanizm. Jest to termin oznaczający przekonanie o niezwykłym, zbawiennym zadaniu, jakie powierzono jednostce lub (w przypadku Polski) narodowi, polegające na ich roli w zbawieniu i wyzwoleniu ludzkości. Polska miała rzekomo być Chrystusem narodów. Przez swoje cierpienie zbawić świat. Nic głupszego nie można było wymyślić. Rolę wieszcza wziął na siebie Adam Mickiewicz. A jako utalentowany, choć psychicznie mało stabilny poeta nadawał się idealnie do tej misji. I tak borykamy się z tym mesjanizmem, cierpieniem narodu, szukaniem wrogów odwiecznych i przedwiecznych. I nie potrafimy się od tego uwolnić. Zawsze jakaś część narodu słyszy wewnętrzny głos. Wróg! Szukaj wroga! I znajduje go często wśród swoich.

Pisarz i jego dzieło

Orson Scott Card jest autorem cyklu, który zaczął się powieścią „Gra Endera”. Potem powstała niesamowita powieść „Mówca umarłych”. To niezwykłe historie pełne wiary w człowieczeństwo, w ludzkość i dobro. Tchnące niełatwym humanizmem i pełne tolerancji. Jeśli nie czytaliście, przeczytajcie. Jestem przekonany, że wiele i wielu z was czytać będzie chwilami ze łzami w oczach. Ponieważ te książki są emanacją prawdziwej ludzkiej wielkości. Lecz nie bądźcie zaskoczeni, gdy okaże się, że sam autor jest religijnym mormońskim fanatykiem. Nie ma za grosz empatii wobec tych, którzy odbiegają od jego religijnych wizji. Jest homofobem pozbawionym tolerancji. To kolejny argument by nie czynić pisarzy duchowymi drogowskazami w życiu społeczeństw. Ich dzieła czasem tak. Ale nigdy ich samych. Nie wierzcie pisarzom.

Nie, to nie będzie koniec demokracji

Tuż przed nadchodzącą w Polsce drugą turą wyborów znany pisarz Szczepan Twardoch postanowił wypowiedzieć się na temat spraw bieżących. Napisał o polityce, o wyborach. W swoim tekście postanowił też wbić szpilę progresywnej bańce wyborczej i zauważyć różnorodność prawicowych wyborców.

Zwycięstwo Nawrockiego nie będzie żadnym końcem świata (tak, wiem, napiszecie, że pora emigrować, że duszno, że faszyzm i tak dalej), ale wolałbym, aby to Rafał Trzaskowski wygrał w drugiej turze

Końca świata nie będzie, a jak będzie, to szanowny autor weźmie dupę w troki i wyjedzie. Zapakuje rodzinkę do mercedesa klasy G i wyjedzie w jakieś bardziej przyjazne miejsce. Tam, gdzie nikogo nie będzie kłuło jego śląskie pochodzenie. Wyjedzie, bo go na to stać. W dobie rosnącej sprzedaży e-booków nie przejmie się nawet, że jakieś tam wydawnictwa nie będą go drukować. W końcu, uznany za wroga w Rosji, Dymitrij Głuchowski jakoś żyje na emigracji. Jednak dla tysięcy kobiet żyjących na wsi i w małych miasteczkach to będzie koniec świata. Uprzedmiotowione, traktowane przez medycynę jak inkubatory, dyskryminowane w życiu społecznym i zawodowym coraz bardziej, poczują, że to dla nich koniec świata. Tysiące wrażliwych dzieciaków system wkręci w bezduszne młyny edukacji. Pozbawi podmiotowości i przede wszystkim opieki psychologicznej i psychiatrycznej. Zapanuje kult siły i sprawności. Albo walisz w mordę, albo dostajesz po ryju. Ci bogaci z metropolii dadzą sobie jakoś radę dzięki zamożnym rodzicom. Ale ci z prowincjonalnych miasteczek i wsi zobaczą, jak wygląda koniec świata. Jeszcze dotkliwiej odczują to ci, którzy nie są hetero normatywni. Ale Szczepana Twardocha już tu wtedy nie będzie, za to na pewno będzie koniec demokracji. Tak więc nie wierzcie pisarzom. Mickiewicz lał żonę i dzieci, Card jest nienawistnym sekciarskim homofobem, a Twardoch na Polskę patrzy przez prywatne różowe ray-bany. Należy kochać literaturę, ale autorów traktować z dystansem.