Droga donikąd
postapokalipsa
Amazon Prime Video
2024
film
Amadeusz Kocan
Karol Kopiec, Paweł Kaszkowiak, Artur Piotrowicz, Damian Ziembiński, Jarosław Jaros
Amadeusz Kocan, Bartosz Wabno
W zniszczonym świecie, gdzie walka o przetrwanie jest jedynym celem, samotny wędrowiec przemierza pustkowia, opętany wizjami zemsty. Każdy krok przybliża go do konfrontacji, która może przynieść ukojenie lub ostateczną zgubę. [nota z Filmweb]
„Droga donikąd” to postapokaliptyczny film, którego spiritus movens był zapewne Amadeusz Kocan. Napisał scenariusz, wyreżyserował, zajął się scenografią, a na koniec montażem. Jest również współproducentem filmu. Filmy postapokaliptyczne są dziś na fali, żeby nie rzec w modzie. Żyjemy w czasach niepewnych a nieodpowiedzialni światowi przywódcy w każdej chwili mogą doprowadzić do globalnej katastrofy. A jeśli nie oni, to ludzkość ze swoim genem samozniszczenia może to zrobić na tysiąc innych sposobów. I większość z nas to wie. Jedni traktują takie fabuły jako zaklinanie przyszłości. Inni zastanawiają się, jak to będzie.
„Droga donikąd” to film niskobudżetowy. Jeśli nie potrzebujemy spektakularnych efektów pirotechnicznych, ani scen generowanych przez kosztowne studio cyfrowe, to postapokalipsa jest tania. Wystarczy las, góry i pagórki, jakieś opuszczone i zrujnowane siedlisko, grota lub jaskinia. Ognisko, stary czajnik, oraz trochę zużytej broni palnej i siecznej. No i jeszcze potrzebujemy fabuły oraz aktorów, którzy to zagrają.
Z tym ostatnim jest najgorzej. Gdy aktorzy zaczynają mówić, mamy wrażenie, że jesteśmy na szkolnej akademii w Wygwizdowie, na peryferiach peerelowskiej cywilizacji z czasów słusznie minionych. Oni po prostu nie potrafią grać. Wykonują nieźle rozmaite zadania przewidziane scenariuszem. Być może są zresztą hobbystami z grup rekonstrukcyjnych. Ale grać nie potrafią. I to się po prostu nie nadaje do oglądania.
Jakiś czas temu Amazon zaprezentował widzom postapokaliptyczny film z uniwersum gry S.T.A.L.K.E.R. pt. Ostatni Samotnik. Też amatorską i tanią produkcję. Też wyreżyserowaną według własnego pomysłu przez Amadeusza Kocana. Ale tam sytuację ratowali choć trochę profesjonaliści: Grzegorz Halama i Abelard Giza. Tym razem nie było komu i nie było czego ratować. Czuję się zażenowany, że jakiś widz, gdzieś na świecie obejrzy to „dzieło” i będzie miał możliwie jak najgorszą opinię o polskich filmach.

