Kto czyta, nie błądzi.

Dom pełen dynamitu

Dom pełen dynamitu Okładka Dom pełen dynamitu
Noah Oppenheim
film katastroficzny
Netflix
2025
film
Kathryn Bigelow
Idris Elba, Rebecca Ferguson, Gabriel Basso, Jason Clarke, Jared Harris, Greta Lee
Kathryn Bigelow, Greg Shapiro i inni

Kiedy w kierunku Stanów Zjednoczonych zostaje wystrzelony niezidentyfikowany międzykontynentalny pocisk rakietowy (najprawdopodobniej z ładunkiem nuklearnym), rozpoczyna się wyścig z czasem, by ustalić, kto stoi za atakiem i jak na niego odpowiedzieć.

„Dom pełen dynamitu” to intensywny i kontrowersyjny film, który z jednej strony doskonale oddaje paraliżujący strach i bezradność w obliczu zagrożenia nuklearnego, a z drugiej, przez swoją eksperymentalną strukturę, traci momentami na dynamice. Powtarzanie tych samych wydarzeń z innych perspektyw bywa męczące i nie wnosi wystarczająco dużo do historii, spowalniając akcję. Zakończenie celowo urywa się w momencie największego napięcia. To może być frustrujące, podobnie jak zagrożenie globalną wojną, w którym dziś żyjemy.

Kathryn Bigelow wraca na ekrany ze szczególnym i wyjątkowo aktualnym filmem. Jest to z pewnością propozycja, która wzbudza skrajne emocje. Prowokuje też do dyskusji i skłania do refleksji nad stanem gotowości i kruchością globalnego bezpieczeństwa. Przez dziesiątki lat wydawało się nam, że wojna to już historia. Dziś jednak widzimy, że tak nie jest. „Dom pełen dynamitu” odwołuje się do naszych obaw i lęków, pokazuje też ludzi podejmujących decyzje i widzimy, że wszechwładne procedury nagle nie są tak ważne.

Akcja rozpoczyna się od wykrycia międzykontynentalnego pocisku rakietowego wystrzelonego w kierunku USA. To wywołuje dramatyczny wyścig z czasem i konieczność podjęcia decyzji o potencjalnym kontrataku w ciągu zaledwie kilkunastu minut. Film świetnie buduje napięcie, szczególnie w pierwszej części, gdy atmosfera jest klaustrofobiczna, a emocje sięgają zenitu. Jednak reżyserka chce też pokazać ludzi, którzy są w centrum wydarzeń. Akcja zwalnia. Widz ma czas nad tym by przemyśleć postawy bohaterów.

Polski tytuł powinien brzmieć po prostu – beczka prochu. Byłoby to zgodne ze znanym związkiem frazeologicznym (siedzieć na beczcie prochu). Taka bowiem jest wymowa tego dzieła. Pewnie niektórzy będą zawiedzenie brakiem jednoznacznego zakończenia. Co będzie dalej? Piloci lecą superfortecami być może w swoją ostatnią misję. Prezydent zastanawia się nad celami odwetowymi wobec całego świata. Sekretarz obrony nie wytrzymuje napięcia. Kathryn Bigelow sugeruje nam więcej pesymizmu niż optymizmu, ale nie zamyka żadnej z dróg.