Kto czyta, nie błądzi.

Rekrut

Rekrut Okładka Rekrut
Alexi Hawley
kryminał, akcja, dramat
Netflix
2018
serial
Bill Roe, Tori Garret, Michael Goi i inni
Nathan Fillion, Melissa O'Neil, Titus Makin Jr., Eric Winter, Alyssa Diaz, Richard T. Jones
Nathan Fillion, Mark Gordon, Alexi Hawley

Nathan Fillion to znany amerykański aktor, choć może nie jest gwiazdą z pierwszego szeregu hollywoodzkich sław. Serial "Rekrut" to liczący ponad sto odcinków policyjny tasiemiec filmowy. Opowiada o czterdziestolatku, który postanawia zostać policjantem i na przekór swoim własnym słabościom oraz nieprzychylnym okolicznościom robi wszystko, by stać się stróżem prawa.

Netflix ostatnio rozpieszcza widzów serialami, które choć nie są nowe, to nadal są atrakcyjne, ponieważ nie były powszechnie dostępne w naszym kraju. „Rekrut” to tasiemcowy serial policyjny nowej generacji. Dlaczego nowej generacji? Dawniej seriale kryminalne o policjantach sprowadzały się do efektownych pościgów i strzelanin, na ściganiu groźnych przestępców, ale nie dbały o realia. Druga grupa filmów to seriale kryminalne skupiające się bardziej na intelekcie detektywów. Mieliśmy zatem z jednej strony „Policjantów z Miami”, a z drugiej był „Porucznik Colombo”. Były to filmy ekscytujące, ale mało realistyczne.

„Rekrut” ma ambicję pokazać nieco prawdziwszą stronę policyjnej pracy. Na przykład to, że używanie broni nie oznacza scen z dzikiego zachodu. Że praca policyjna nie oznacza tylko ścigania groźnych gangsterów. Akcja rozgrywa się w Los Angeles, więc zobaczymy typowe dla wielkiego miasta różnorodne problemy. Choć z drugiej strony, w miarę jak oglądamy kolejne sezony, widzimy coraz większą chęć twórców na pokazywanie bardziej ekscytujących akcji. Jest więcej akcji, mniej realizmu, ale za to nie będziemy się nudzić. To doskonały serial na wakacje.

*

Wiodącym aktorem jest Nathan Fillion, który zaklepał sobie też funkcję producenta serialu. To częsta praktyka. Znani aktorzy z dorobkiem zostają też producentami, aby mieć pewność, że będą mieć wpływ na film, w którym zagrają. Fillion to może nie najjaśniejsza gwiazda Hollywood, ale ma za sobą nieco interesujących seriali. Zagrał postać pisarza, który przygląda się pracy wydziału zabójstw, w serialu „Castle”. Serial „Firefly” to z kolei science fiction w westernowym stylu. Nawiasem mówiąc to pokłosie filmu „Serenity”, choć nie będę już rozwijać tego wątku.

Pisałem już, że Amerykanie są mistrzami gatunku zwanego potocznie produkcyjniakiem. Gdyby Lenin miał do dyspozycji filmowców z Hollywood, Związek Radziecki byłby wieczny. Jednak wbrew pozorom to wcale nie kpina. Dobre przedstawienie ludzi w związku z ich pracą i dylematami życia osobistego to trudna sztuka. Trzeba jednak dobrze zrównoważyć przedstawiane na ekranie historie. Netflix daje nam na razie cztery sezony serialu, pewnie za jakiś czas zobaczymy kolejne dwa. Serial ten nie jest wybitnym dziełem sztuki, ale doskonale pasować będzie do lekkiego życia wakacyjnego.