W zmowie z mordercą
Paweł Wolski
kryminał
Dreams
2020
książka, epub, mobi
472
Nieznany sprawca uprowadził i zabił jedenastoletnią dziewczynkę. Zakopiańska policja szybko wszczęła postępowanie, lecz główny podejrzany popełnił samobójstwo i motywy przestępstwa pozostały niejasne. Sprawę zamknięto, a śledztwo umorzono… Wiele lat później pojawił się Paweł Wolski. [z noty wydawniczej]
Miałem ostatnio szczęście do dobrych kryminałów, jednak powieść „W zmowie z mordercą” do nich nie należy. Polecono mi ją ze względu na zaskakująco sporą liczbę językowych lapsusów i stylistycznych potknięć. Argumentem było, że dla polonisty to powinno być ciekawe. No nie wiem… Na pewno na najgorszą z możliwych ocen zasługuje redaktor tej książki, która w tym kształcie nie powinna się ukazać. Aczkolwiek dodam, że sama intryga kryminalna została skonstruowana całkiem nieźle.
Raz jeszcze uścisnął dłoń mężczyźnie, co mu się bardzo spodobało.
Już jedno z pierwszych zdań budzi wesołość. Z drugiej strony jednak powiem, że clickbaitowy tytuł zdecydowanie mi się nie spodobał. I chyba nie odkryję wielkiej tajemnicy, że tytuł nawiązuje do refleksji, że mglista pogoda w dniu morderstwa sprzyjała (była w zmowie?) mordercy. Chyba jednak większość czytelników spodziewać się będzie czegoś innego. Cała historia dotyczy morderstwa sprzed lat. Dziennikarz Paweł Wolski szuka dobrego tematu, a zabójstwo dziewczynki sprzed piętnastu lat go zainteresowało
To jak ją tam w ogóle znaleźliście? – Nie my… – A kto? – Dziennikarz był zaskoczony taką odpowiedzią. – Chyba jakiś pasterz… albo myśliwy. Nie wiem. Nie pamiętam.
Spotyka się z policjantem, który wtedy prowadził śledztwo. Dziś już emerytowany funkcjonariusz świetnie pamięta tamte czasy, ale już nie bardzo te najprostsze i najoczywistsze fakty. Ładnych kilka stron dialogu nie brzmi najbardziej wiarygodnie. Akcja rozwija się powoli, im bliżej końca tym bardziej nabiera rumieńców, a błędów jest mniej. Jednak wielokrotnie myślałem o ludziach z wydawnictwa, którzy kompletnie schrzanili swoją robotę. I nie myślałem o nich dobrze.
– Nie chciałabyś zaglądnąć na kilka dni do Krakowa? –
Powieść „W zmowie z mordercą” wielokrotnie doprowadzała mnie do rozpaczy, choćby natrętnym stosowaniem czasownika zaglądnąć. Wiem, że się czepiam. Jednak ta forma pojawia się jako regularna w słowniku Arcta z 1929 roku. Już w 1960 w „Słowniku poprawnej polszczyzny” odnotowana jest jako prowincjonalizm. A w późniejszych słownikach jeszcze jako regionalizm. Nie byłoby źle, gdyby słowa tego używały niektóre postaci w powieści. Ale nie dziennikarz, który powinien przecież być na wyższym poziomie językowym. Podobnie narrator. Przyznam się, że ta niezdarna forma, którą zbyt często słyszę w języku potocznym, jest dla mnie wyjątkowo denerwująca.

