Kto czyta, nie błądzi.

Akademia Pana Kleksa

Akademia Pana Kleksa Okładka Akademia Pana Kleksa
Jan Brzechwa
bajka filmowa
Netflix
2023
film
Maciej Kawulski
Antonina Litwiniak, Tomasz Kot, Piotr Fronczewski, Sebastian Stankiewicz, Danuta Stenka
Maciej Kawulski, Natalia Siwiec i inni

Nowa wersja baśniowej historii Jana Brzechwy o baśniowej szkole Pana Kleksa. Widzowie znający poprzednią wersję i czytelnicy Brzechwy powinni się liczyć ze zmianami. Bohaterką jest Ada Niezgódka, zaś sama akademia jest szkołą koedukacyjną.

„Akademia Pana Kleksa” nie jest pozbawiona całkowicie zalet. Pomysł, by zamiast Adasia, bohaterką uczynić Adę jest dobry. Powiązanie współczesnej fabuły z tą sprzed lat to też niezły pomysł. Odtwórczyni głównej roli dała radę. Dobrą ideą było zatrudnienie Piotra Fronczewskiego do roli autora. Jednak już Tomasz Kot w roli Pana Kleksa nie zachwyca, choć wizualnie przypomina nieco Fronczewskiego w tej samej roli.

Oglądałem pierwszą adaptację książki Brzechwy już jako dorosły człowiek, więc daleki byłem od fascynacji. Widziałem – niestety – tę socjalistyczną zgrzebność wynikającą z niedostatków technicznych i finansowych. Jednak potrafiłem docenić to, że twórcy filmu naprawdę bardzo się postarali. Nie mając możliwości takich jak na Zachodzie, zapewnili widzom przynajmniej przepiękną scenografię i urzekające krajobrazy, zaś aktorom nie można było niczego zarzucić. Fabuła była na tyle rozbudowana, że film składał się z dwóch pełnometrażowych części.

Tymczasem całkiem niedawno czytałem, że przecież ten film z 1983 roku był nudny. Że przez kilkadziesiąt minut nic się nie działo. A widz dowiadywał się tylko jak żyją dzieci w akademii. Ktoś inny narzekał, że szpak Mateusz był kukłą z papier mache i wyglądał sztucznie. W obecnej wersji jest jeszcze gorzej. Gdy Mateusz upodabnia się do człowieka, wygląda jak koszmarna kopia Danny’ego DeVito z filmu o Batmanie. Gdy zmienia się w ptaka jest jeszcze gorzej niż w filmie z roku 1983.

Armia wilków w pierwszej adaptacji filmowej sprawiała na dzieciach groźne wrażenie. Obecnie jest to jakaś parodia Orków z „Władcy pierścieni”. Dramatyczna i epicka muzyka, towarzysząca kluczowym scenom, też nie spełnia swej roli. „Akademia Pana Kleksa” w obecnej wersji nie jest filmem, który poleciłbym młodym widzom. W epoce cyfrowej obróbki materiałów wizualnych spodziewałem się czegoś znacznie lepszego. Tymczasem efektów specjalnych jest jak na lekarstwo i są kiepskie. Fabuła też jest skrojona i fastrygowana grubą nicią. Jedynie piosenka Sanah w roli leitmotivu się sprawdza.