Kto czyta, nie błądzi.

Atlas

Atlas Okładka Atlas
science fiction
Netflix
2024
film
Brad Peyton
Jennifer Lopez, Simu Liu, Sterling K. Brown, Gregory James Cohan, Mark Strong
Jennifer Lopez, Brad Peyton i inni

Sterowane przez Sztuczną Inteligencję pod postacią androida Harlana, roboty z całego świata walczą z ludzką cywilizacją, dążąc do jej zniszczenia. On sam, okrzyknięty najbardziej poszukiwanym terrorystą, ucieka z Ziemi, zapowiadając powrót i dokończenie swojego dzieła. Po trzydziestu latach siłom specjalnym udaje się pojmać innego androida. Antyterrorystka Atlas zdobywa od niego aktualną lokalizację Harlana.

Główna postać filmu, Atlas Shepherd, to antyterrorystka w świecie przyszłości. Takie połączenie Rambo i Terminatora w jednym. Jennifer Lopez w tej roli pokazuje, że nie zmarnowała czasu spędzonego w siłowni. I w zasadzie na tym można zakończyć pochwały pod adresem aktorki. Film jest fabułą bardzo podobną do cyklu o elektronicznym mordercy, czyli Terminatorze. Z tym, że tam ludzkość zeszła do podziemia i toczy rozpaczliwą walkę o przetrwanie, a tutaj świat żyje w permanentnym stanie wyjątkowym, ponieważ przegrywająca AI wciąż dopuszcza się aktów terrorystycznych.

Sama Jennifer Lopez w roli jednocześnie silnej i skomplikowanej psychicznie antyterrorystki jest wiarygodna jak reklama środków na porost włosów dla podstarzałych urzędników. Twórcy filmu chwilami nie bardzo potrafią się zdecydować, czy ludzkość wygrywa, czy przegrywa i czy da sobie radę bez Sztucznej Inteligencji, czy nie. Terminator był wiarygodny, gdy wiedzieliśmy, że był maszyną z przyszłości. Jennifer Lopez jako kosmiczna super żołnierka z awersją do AI nie bardzo.

Fabuła jest prosta jak drut. Ludzie skonstruowali AI, żeby ułatwić sobie życie. Zła AI się zbuntowała. Zainfekowała wszystkie roboty, które zaczęły eliminować ludzkość. Atlas Shepherd jest nieufna wobec AI, delikatnie mówiąc. Ale cywilizacja potrzebuje AI, więc ją dalej rozwija, choć stara się zabezpieczać. Nasza bohaterka leci na odległą planetę, gdzie ukrył się android Harlan, który jest przywódcą zbuntowanych robotów. Dochodzi do ostatecznego starcia między ludźmi i robotami na tej odległej planecie.

Zdecydowanie wolałem Jennifer Lopez, gdy śpiewała „Let’s Get Loud”. Sprawiedliwie muszę jednak przyznać, że za klapę tego naiwnego science fiction w równym stopniu odpowiada ona sama, reżyser i kartonowy scenariusz. Wizja przyszłości zaprezentowana w filmie jest też wyjątkowo naiwna. Jakby żywcem wyjęta z konkursu dla dzieci sprzed lat. Był taki konkurs w PRL. Nosił tytuł „Polska w roku 2000” i prace dzieciaków roiły się od latających samochodów i wymyślnych wieżowców sięgających nieba. Filmu nie polecam.