Chwile ostateczne
fantastyka, horror, kryminał
Videograf
2016
książka, epub, mobi
360
Wzbogacona o elementy fantastyki i wątki kryminalne powieść grozy, której akcja rozgrywa się w fikcyjnym podwarszawskim miasteczku Boguty. Pewnego dnia okazuje się, że z miasta nie można wyjechać. Może tak właśnie wygląda koniec świata? [z noty wydawniczej]
Dziennikarz Konrad Górski nie może wyjechać z miasta. Jadąc przed siebie nagle znajduje się na tej samej drodze, ale jedzie w stronę miasta. Inni bezskutecznie czekają na pociąg, który nie przyjeżdża. Dzieje się coś bardzo dziwnego. Tak zaczynają się „Chwile ostateczne” Marcina Gryglika. Miejscem akcji jest fikcyjne podwarszawskie miasteczko Boguty. Nagle ta miejscowość staje się całym światem mieszkańców. Każda szosa prowadzi z powrotem. Jedyny most przez rzekę jest zawalony w połowie swej długości.
Pojawiają się sprzeczne ze sobą dwie teorie. Jedną z nich jest interpretacja naukowa, odwołująca się do teorii światów równoległych i jakiegoś katalizatora. Emerytowany nauczyciel przypuszcza, że może mieć to związek z eksperymentami Wielkiego Zderzacza Hadronów. Miejscowy proboszcz ma inną koncepcję, według niego zbliża się apokalipsa. Tymczasem w miasteczku dzieją się dziwne rzeczy. Choć nie ma w nim elektrowni, nadal jest prąd. Internet działa tylko lokalnie. Telefony również. Można używać telefonów komórkowych, ale rozmawiać tylko z tymi, którzy są w Bogutach.
Na domiar złego wygląda na to, że w jakiś sposób w miasteczku znalazł się psychopatyczny morderca, o którym niegdyś pisał Konrad Górski. Nazwano go Wyprawiaczem skór. Zaczynają też znikać ludzie i domy. Boguty sprawiają wrażenie, jakby się kurczyły. Narasta atmosfera grozy. Nikt nie może być pewny, że następnego dnia będą jeszcze istnieć jego bliscy, czy nawet on sam. Faktycznie można sądzić, że dla miasta nadeszły chwile ostateczne.
Powieść Marcina Gryglika korzysta z ciekawego pomysłu, aczkolwiek autor nie ustrzegł się pewnej ilości błędów. Zbyt wiele zdarzeń dzieje się ot tak, bez wcześniejszego umotywowania, bez dbałości o psychologiczne choćby prawdopodobieństwo. Niektórzy z czytelników pewnie dostrzegą podobieństwo do znanej powieści Stephena Kinga, czy serialu „Wayward Pines”. Pewien niedosyt czujemy też poznając rozwiązanie, które zostało napisane tak, jakby autorowi pomysł powieści już się trochę znudził.

