Kto czyta, nie błądzi.

Pan Kleks i wynalazek Filipa Golarza

Pan Kleks i wynalazek Filipa Golarza Okładka Pan Kleks i wynalazek Filipa Golarza
Jan Brzechwa, Agnieszka Kruk
fantasy
Netflix
2024
film
Maciej Kawulski
Antonina Litwiniak, Konrad Repiński, Tomasz Kot, Piotr Fronczewski, Janusz Chabior, Sebastian Stankiewicz
Robert Kijak, Natalia Siwiec i inni

Druga część opowieści o Panu Kleksie. Po letniej przerwie Ada Niezgódka wraca do Akademii, żeby rozwikłać tajemnicę pochodzenia Alberta, który jest androidem. W tym samym czasie profesor Kleks wyrusza do świata realnego, żeby odnaleźć przyjaciela sprzed lat.

Jest nudno. „Pan Kleks i wynalazek Filipa Golarza” to naprawdę nudny film. Nic się nie dzieje przez pierwszych 20 minut. Potem Pan Kleks wyrusza do świata realnego. Dorośli poza Akademią mogą przebywać najwyżej 24 godziny, więc Szpak Mateusz wręcza Profesorowi staromodny budzik. Mówi, że ten zegar wręczył mu sam „zegarmistrz światła purpurowy”. Ta aluzja przemówić może najwyżej do pokolenia dziadków dzieci, które oglądają film. Słabe to.

Wcześniej Pan Kleks przypomina historię z zamierzchłej przeszłości Akademii, gdy pojawiła się w niej mama Ady. Zakochali się w niej wszyscy bohaterowie. Sam Pan Kleks, ojciec Ady oraz Filip, później zwany Golarzem. Mama Ady z jej ojcem postanowili żyć w realnym świecie, zaś Filipa za jego zachowanie wypędził doktor Paj Chi Wo. Teraz, gdy pojawił się dziwny chłopiec Albert, który jest robotem. Pan Kleks musi się udać na poszukiwanie Filipa.

W tej opowieści fantasy kraina Akademii różni się od prawdziwego świata tym, że trawa i liście są czerwone, nie zaś zielone. I na tym się kończy wena twórców. Szpak Mateusz nie jest wytworem technologii cyfrowej, czego można by się spodziewać po współczesnym filmie, ale aktorem nieco ucharakteryzowanym trochę. Dorobiono do tego historyjkę o częściowym przeistoczeniu, ale to się słabo sprzedaje.

„Pan Kleks i wynalazek Filipa Golarza” to jeden z najsłabszych filmów ubiegłego roku. Z oryginalnego Brzechwy nie zostało prawie nic. Z poprzedniej adaptacji filmowej tylko Piotr Fronczewski. Pomimo starań aktorów, nie udało się tego knota uratować. Nie spodoba się raczej dzieciom, ani ich dziadkom.