Astronauci wylądowali na planecie podobnej do Ziemi. Rasą cywilizowaną były tam małpy, a ludzie byli prymitywni i pozbawieni mowy. Za to kobiety były istnym marzeniem ówczesnego mężczyzny. Kuso odziane w liche szmatki, seksowne i nie mówiły.
science fiction
Bez wsparcia Centrum Kontroli Lotów wszystko prawie przerasta możliwości astronautów. A przed nimi przynajmniej trzy lata w kosmosie.
Nie liczcie na szczęśliwe zakończenie. Robert J. Szmidt przedstawił fabułę, w której nie ma miejsca na dalszy ciąg. Ani na alternatywne wizje.
Czy żyjąc ze świadomością tego, co się wydarzy, będziemy żyć lepiej? Czy lepiej wykorzystamy swoje życie? Nie popełnimy błędów? A może da się zrobić coś więcej? Zapobiec katastrofie? Skuteczniej walczyć ze złem?
Jak na powieść fantastyczną ta książka jest chwilami wyjątkowo realistycznym thrillerem, który ukazuje ludzką cywilizację bez osłonek. Tragiczna światowa pandemia redukuje liczbę ludności o blisko połowę.
Fabuła jest prosta jak drut. Ludzie skonstruowali AI, żeby ułatwić sobie życie. Zła AI się zbuntowała. Zainfekowała wszystkie roboty, które zaczęły eliminować ludzkość.
Cixin Liu kontynuuje opowieść, łącząc twardą science fiction z poważnymi refleksjami filozoficznymi i socjologicznymi. Autor z wyjątkową precyzją opisuje zaawansowane technologie, nieznane formy życia i zjawiska fizyczne.
Fabuła miesza się z elementami fizyki, astronomii i filozofii, zmuszając czytelnika do refleksji nad miejscem człowieka we wszechświecie i moralnymi dylematami związanymi z kontaktem z obcą cywilizacją.
Apokaliptyczny świat strefy specjalnej, która powstała w wyniku nuklearnej katastrofy w Czarnobylu, jest doskonałym materiałem literackim i filmowym. To dobry punkt wyjścia, lecz „Ostatni Samotnik” nie sprostał zadaniu.
Piosenkę z czołówki znajdziecie w zwiastunie Netflixa. Piosenka nie została jeszcze oficjalnie wydana, nie ma nawet tytułu. Druga gra podczas napisów końcowych i też jest doskonała.




