W serialu znajdziemy pewne odwołania i aluzje do znanych wydarzeń trapiących Amerykę. W jednym z odcinków pojawi się serialowe alter ego słynnego twórcy teorii spiskowych Alexa Jonesa. Znajdziemy też kryminalne i sensacyjne wątki związane z uczestniczeniem wojsk amerykańskich w interwencjach zagranicznych.
Film
Piosenkę z czołówki znajdziecie w zwiastunie Netflixa. Piosenka nie została jeszcze oficjalnie wydana, nie ma nawet tytułu. Druga gra podczas napisów końcowych i też jest doskonała.
Wszystkie części tej historii znajdziecie obecnie w serwisie Netflix. Oglądając dowiecie się, czym jest tajemnicza organizacja DRESZCZ i poznacie więcej postaci. Poznacie również wątki, o których tutaj nie wspomniałem z oczywistych względów.
Pomimo wielkiej dbałości o scenografię i efekty specjalne druga część jest wyraźnie słabsza od pierwszej. Wieje nudą, gdy wojownicy opowiadają przed bitwą, kim są i dlaczego.
Gdy nad Ameryką wybuchają bomby atomowe, ludzkość schodzi do przeciwatomowych bunkrów zwanych kryptami. Oczywiście nie wszyscy, tylko wybrani. Życie na powierzchni nie zamiera, choć staje się ekstremalnie trudne.
Serial jest przeraźliwie nudny. A nawet pod koniec, gdy robi się dramatycznie, widz nadal nie przeżywa dramatu, bo zwyczajnie Eleny nie lubi. Kaprala Zubaka też.
Ziemscy zdobywcy jak niepyszni musieli opuścić Pandorę. Ale wracają. Wracają, bo pozwolono im zostawić przyczółek, bazę naukową. Podobnie jak w pierwszej części, tak i teraz na plan pierwszy wybijają się przepiękne obrazy egzotycznej planety.
„Nowy początek” to fabuła, która wydawać się może standardowa. Na Ziemię przybywają Obcy. Spotkanie gatunku ludzkiego z obcą cywilizacją może być nudną kalką setek filmów, bo to jeden z najbardziej oklepanych motywów w fantastyce.
I stało się, obca cywilizacja przybywa. Wszelkie oznaki wskazują, że obcy nie będą przyjaźni i że są dużo bardziej zaawansowaną cywilizacją niż ludzkość. Bohaterowie próbują ratować nasz gatunek.
Chociaż film pełen jest rozmaitych aluzji do klasyki kina, to sama akcja rozwija się wyjątkowo ospale. Chwilami miałem wrażenie, że w „Nope” nic się nie będzie działo do samego końca filmu. W końcu jednak okazuje się, że w kalifornijskiej dolinie, a raczej w chmurach nad nią, zagnieździła się obca forma życia.




