Surrealistyczny chaos i komunistyczny porządek moskiewskiego życia? A może raczej chaos komunistycznej rzeczywistości pod powierzchnią pozornego porządku? A wszystko to przeplatane jest wątkiem miłosnym, w którym Małgorzata, tajemnicza i uwodzicielska postać, staje się kluczowym elementem fabuły, prowadząc czytelnika przez labirynt ludzkich uczuć i pragnień.
Ziemscy zdobywcy jak niepyszni musieli opuścić Pandorę. Ale wracają. Wracają, bo pozwolono im zostawić przyczółek, bazę naukową. Podobnie jak w pierwszej części, tak i teraz na plan pierwszy wybijają się przepiękne obrazy egzotycznej planety.
„Nowy początek” to fabuła, która wydawać się może standardowa. Na Ziemię przybywają Obcy. Spotkanie gatunku ludzkiego z obcą cywilizacją może być nudną kalką setek filmów, bo to jeden z najbardziej oklepanych motywów w fantastyce.
I stało się, obca cywilizacja przybywa. Wszelkie oznaki wskazują, że obcy nie będą przyjaźni i że są dużo bardziej zaawansowaną cywilizacją niż ludzkość. Bohaterowie próbują ratować nasz gatunek.
Chociaż film pełen jest rozmaitych aluzji do klasyki kina, to sama akcja rozwija się wyjątkowo ospale. Chwilami miałem wrażenie, że w „Nope” nic się nie będzie działo do samego końca filmu. W końcu jednak okazuje się, że w kalifornijskiej dolinie, a raczej w chmurach nad nią, zagnieździła się obca forma życia.
W 1972 roku w stolicy Islandii odbywał się szachowy pojedynek arcymistrza Rosjanina Borysa Spasskiego i wschodzącej amerykańskiej gwiazdy tej dyscypliny Bobby’ego Fishera. Reykjavik pełen był rosyjskich i amerykańskich agentów. W tych okolicznościach doszło do morderstwa.
Sam tytuł powieści „Ktoś tak blisko” może sugerować już rozwiązanie. Jednak bez paniki drodzy czytelnicy, niczego wam nie zdradziłem. Będziecie czytać tę książkę z wypiekami na twarzy, aż do ostatniej strony.
W połowie lat dziewięćdziesiątych powstała pierwsza opowieść z cyklu „Szerń i Szerer”, później nazwanego „Księgą całości”. „Zima przed burzą” jest drugą powieścią z tego cyklu wydaną już po śmierci autora.
Nie przepadam za dokumentalnymi opowieściami, które wyjaśniają historię z indywidualnej, jednostkowej perspektywy. Jednak ta opowieść powala na kolana.
„Kraina nocy” nie zbiera u nas najlepszych recenzji. Trochę to tak wygląda, jakby recenzenci mieli pretensję, że podstarzała Jodie Foster zagrała podstarzałą zgorzkniałą policjantkę i z odcinka na odcinek wcale się nie zmieniała.



